|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Oczy![]() Miała na imię Saja, Miała być Sarą, ale okoliczna dzieciarnia przychodziła się z nią bawić, a młodsze nie potrafią jeszcze wymawiać "r", wiec żeby im ułatwić - została Sają. Podobnie jak jej matka nie umiała gryźć, kochała cały świat. Miała już pół roku, wyrosła na dużego, pięknego psa, ważyła ponad 25 kg. Była ufna i radosna. Nikomu nie przeszkadzała - uwielbiała podwórko i zabawy w towarzystwie matki. I dzieci. I psoty. Przyszła w nocy ludzka bestia i otruła mi psa. Próbowałam ratować. Weterynarz, kroplówki, nadzieja, że młoda, silna, zdrowa, wyliże się. Następnego dnia umierała na moich rękach, patrząc mi w oczy. Trucizna dosłownie wypaliła jej wnętrzności, chyba zniszczyła krtań, bo nie wydała z siebie żadnego jęku. Zaprzyjaźniony lekarz podał jej trochę morfiny. Nie chciałam jej uśpić, tak jak nie pozwoliłabym uśpić bliskiego mi człowieka. Pochowaliśmy ją pod krzakiem jaśminu. W nocy śnią mi się jej mądre oczy, w dzień próbuję utulić jej matkę, która jej wciąż szuka z żalosnym piskiem. Uciekam na widok dzieci, które przychodzą o nią pytać. Farewell, Sajo. Z każdą bliską śmiercią umiera cząstka mnie. Płaczę. środa, 20 sierpnia 2008, defendo
Komentarze
2008/08/20 10:38:14
to straszne, co ktoś zrobił Twojemu psu. muszę Ci jednak napisać jedno: nie usypiając jej, skazałaś ją na śmierć w męczarniach. tego się nie robi. jako wolontariuszka zajmująca się bezdomnymi zwierzętami wiem, że nie wolno nam przedłużać cierpienia zwierzęcia.
miałam kotkę ze schroniska. 6 lat mieszkała w baraku, nie miała nikogo, nikt jej nie kochał, była niewidzialna. w czasie pobytu w schronisku zaraziła się kocim wirusem HIV. gdy do mnie przyjechała, była już bardzo chudym zmęczonym życiem kotem, z chorymi nerkami, z połową zębów do usunięcia. dałam jej 11 miesięcy dobrego kociego życia. spała ze mną, przytulona do mojej twarzy. oglądała ze mną filmy. bardzo ją kochałam. wirus postępował i zaczęły jej się psuć resztki zębów. nie mogła jeść, bo za bardzo ją bolało. schudła tak, że ważyła 1,3 kg. kiedy wetka powiedziała mi, że ona umrze w przeciągu dwóch tygodni z głodu, bo tak ją będą bolały zęby, i że jest zbyt słaba, żeby jej podawać jakiekolwiek leki, bo ją wykończą, wiedziałam, że moim zadaniem jest nie dopuścić do tego, żeby umarła w wielkim cierpieniu. zasnęła na moich kolanach. w ciągu 5 minut po prostu odeszła. moja przyjaciółka. do teraz nie pogodziłam się z jej odejściem i ciągle za nią tęsknię. ale wiem, że zrobiłam dobrze, bo inaczej kazałabym jej cierpieć, tak jak Ty kazałaś swojemu psu. 2008/08/20 10:39:31
Przykro mi.
Do niedawna nie wiedziałem, że ludzie coś takiego robią. Znajomej w miejscowości pod Koszalinem wytruto wszystkie psy. 2008/08/20 10:41:28
Zaboćku - rozstawałam się z moimi zwierzętami, ale tym razem boli strasznie - bo krzywdę jej zrobił człowiek. Celowo. Nie umiem się z tym pogodzić.
2008/08/20 10:47:41
Zegarowa - wspieram schroniska, od lat. Wolę przeznaczyć datki na nie, niż na fundacje pomagające ludziom. Pies nikomu nie poda trucizny, żeby zadać ból i śmierć. Dopilnowałam, żeby Saja nie odczuwała bólu - miała dawkowaną morfinę, wszystko lege artis, robił to ludzki lekarz. Jej oczy nie prosiły o ulgę, błagały o życie. Tak je czytałam.
Podniosłabym wymiar kar za znęcanie się nad zwierzętami. Co mam powiedzieć dzieciakom, które tak ją kochały? 2008/08/20 10:52:46
opowiedz im o Tęczowym Moście. jeśli nie znasz tej opowieści, to chętnie ją przytoczę.
ja też bym zaostrzyła kary za znęcanie się, ale co z tego, że je zaostrzysz, jeśli nie znajdziesz sprawcy? a nawet jeśli znajdziesz - masz dowody? tak się niestety kończy większość spraw o znęcanie się albo o zabicie zwierzęcia. tutaj nie trzeba ostrzejszych kar - potrzeba większej świadomości społecznej i traktowania zwierząt na równi z ludźmi (chociaż ludzie ludzi też traktują bezlitośnie). 2008/08/20 11:00:17
Mój syn próbował im powiedzieć, że Saja uciekła, ale usłyszał w odpowiedzi, że od nich by nigdzie nie odeszła przecież. Dorosły facet, a wrócił i ryczał w poduszkę.
2008/08/20 11:05:35
Powiedz prawdę bez owijania w bawełnę. Dzieci są co prawda dziećmi, ale nie są głupie i nie należy im wciskać ciemnoty. Nie musisz być ani silna, ani elokwentna (chociaż nie wiem czy potrafisz inaczej).
2008/08/20 13:36:32
Wspóczuję matce Sai bo ona pewnie widzi ją w innym wymiarze. Psy mają taką zdolność. Tobie oczywiście też -serdecznie, bo straciłem wielu takich kompanów codzienności. Ale jak to dziennikarz zastanawiam się skąd wiesz że otruł ją człowiek a nie otruła się sama, bo młode psiaki żrą co znajdą, aby ostrzyć zęby. Czy weterynarz przeprowadził sekcję zwłok, że masz taką dokładną wiedzę o działaniu tej trucizny? Czy masz jakieś podejrzenia kim jest morderca Sai? Bo to albo sadysta albo ktoś kto Cię nienawidzi z jakichś powodów. Powiadomiłaś policję? na wszelki wypadek. Wybacz te inkwizycję i przyjmij serdeczny uścisk w niedoli.
2008/08/20 14:17:05
Stefanie - na pewno trucizna, weterynarz to stwierdził. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby mnie ktoś nienawidził. Podobno ostatnio zanotował kilka takich przypadków w moim mieście. W różnych punktach. Prawdopodobnie sadysta. Policja to lekceważy, kiedy sie dowiedzieli, że chodzi o psa, zaczęli się śmiać - chętnie bym im nakładła po tych rozbawionych pyskach. Ograniczyłam sie do złożenia skargi.
2008/08/20 18:35:08
Wiadomosc o Twojej stracie i bolu dopadla mnie w Kanadzie.
Czy mozna oprzec sie nienawisci wobec czlowieka, ktory to zrobil? Moim zdaniem mozna... a nawet nalezy. Chocby tylko dlatego, by nie dokonywac projekcji tego uczucia na swiat, innych ludzi... Pisze do Ciebie z takiej malej gorskiej miejscowsci w Albercie, ktora nazywa sie Waterton. Pogoda nieco sie zepsula, wiec siedze sobie na tarasie "gesthausu" Northland Lodge a obok mnie, doslownie na wyciagniecie reki, lezy sobie na trawie sarenka, ktora pare chwil temu przyszla tu z lasu. Takich sarenek jest tutaj wiele, chodza sobie wsrod ludzi, po ulicach, odpoczywaja w domowych zagrodach. I c o najwazniejsze - sa traktowane jak pelnoprawne mieszkanki miasteczka. Mysle, ze zmienia sie jednak podejscie ludzi do zwierzat. Zwlaszcza w ostatnich dekadach. Nagle okazalo sie, ze zwierzeta maja swoja psychike, sa istotami myslacymi, czujacymi... Mam nadzieje, ze i w naszym kraju, taka swiadomosc sie upowszechni. * * * Nie chce jednak, bys pomyslala, ze tu taka sielanka z ta dzika zwierzyna (jak w rajskiej wizji o wzajemnym obcowaniu lwa i jagniecia.) Sarenki sarenkami, ale juz z niedzwiedziami sprawy inaczej sie maja. Wczoraj np. wdrapalem sie na sasiednie wzgorze by sfotografowac malowniczy hotel Prince of Wales na dramatycznym gorskim tle i spotkalem sie oko w oko z ...niedzwiedziem. Na szczescie byl to niedzwiadek czarny, a nie bardziej agresywny i niebezpieczny grizzli. Niemniej jednak niedzwedzie sa tu od ludzkich domostw odpedzane, nawet za pomoca mysliwskich psow. Czyli nie przyjela sie naiwna wersja pokojowej koegzystencji czlowieka i dzikich zwierzat, drapieznikow. I madrze! Tak mi sie wydaje, ze mimo naszego zblizenia do zwierzat, zyjemy jednak w innych swiatach. Bardzo mi przykro z powodu Twojego psa. Wiem co to znaczy. 2008/08/20 19:03:10
Logosie - to jest tak - co innego zwierzę dzikie, co innego to, za które człowiek wziął odpowiedzialność. Pies to nie niedźwiedź. Jest całkowicie zależny od człowieka. Jego zachowania też. I jego życie. Czasem myślę, że pies wie, iż byle gest, decyzja - mogą zmienić jego życie w piekło. Dlatego z takim oddaniem patrzy w oczy.
2008/08/20 19:37:01
Defendo, jak wiem "jak to jest". Dlatego inaczej pisalem o sarnach, inaczej o niedzwiedziach, i jeszcze inaczej napisalbym o moim psie.
Swiaty ludzi i zwierzat sie przenikaja, jednak pozostaja swiatami odrebnymi. Mamy sklonnosc do przenoszenia na zwierzeta naszych ludzkich mysli i uczuc, i nie widze w tym nic zlego... wprost przeciwnie. Zwlaszcza jesli dotyczy to zwierzat, ktore sa od nas uzaleznione (udomowione). Jednakze inaczej maja sie juz sprawy z tzw. "dzika zwierzyna". Tu musimy respektowac prawdziwa nature tych zwierzat i zawsze pamietac o tym, ze ich swiat nie jest naszym swiatem.
Gość: K.L.daV., ecz42.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/21 00:29:27
Aniu! Moze ludzie nie sa tacy podli, moze uzarlo cos psa, trutka na szczury, choroba. nie morduje sie dziel sztuki.
K.L.daV. 2008/08/22 19:05:15
Droga Defendo, serdeczne uściski. Nie mogę myśleć o tym co zrobiono Twojemu psu, nie mogę pisać o tym, nawet wyobrażenie sobie tego boli. Nienawidzę sadystów i bezmyślnych, nieczułych, jak ci policjanci ludzi, nie zgadzam się z Logosem, że takiej nienawiści powinno się oprzeć. Wprost przeciwnie - powinno się ją uzewnętrznić. Nic więcej nie jestem w stanie napisać.
Gość: Zatar, 202.9.232.7*
2008/08/24 09:19:56
Czlowiek dla czlowieka jest wrogiem,,,,potem kolejno wrogiem dla zwierzat a potem do rzeczy martwych.Nie wiadomo co kierowalo czlowiekiem aby otruc psa;zwykly kaprys,chec wyladowania sie na z powodu tam czegos,brak rozumu robiac cos zlego nie myslac o konsekwencjach jakie takie czyny pociagnac moga za soba? Jednym slowem szkoda zostala dokonana. Czy ktos jest z tego teraz dumny? Dac takiemu trucicielowi psa w rece do potrzymania kiedy pies kona.Chcial bym zobaczyc jak sie taki truciciel zachowa,,a moze o dziwo lzy mu z oczu uronia? Kto to wie....czasami zdarzaja sie cuda...ludzie zdrowieja,,,,glupcy madrzeja !!!!
Bul sobie Gutek,,,kotek czarny przez wszystkich dzialkowiczow lubiany....ot taki kotek ktory chodzil sciezkami wlasnymi....potem zniknal i ponoc ktos go zlikwidowal...bo kupe na jakiejs dzialce tam robil.. Ciekawe pomysly tez sie tworza na szczeblu panstwowym,,,,ponoc nadpopulacja ilosc misow Koala na Tasmani pozwolila na to aby ktos wyszedl z propozycja aby czesc misi Koali odstrzelic,niby taka ikonka jezeli chodzi o flore i faune Australi...ale komus to nie przyszlo do glowy.Wiadomo,..jak sie drzewa wycina to trzeba nowe sadzic,,,a nie potem winic Koale ze nie maja co jest i ze glod ich czeka.Zatem widzicie moi drodzy,,,,czlowiek jest najwiekszym macicielem tego swiata,....nic nie pozostanie nietkniete przez niego....Malgosiu,,,szkoda pieska i ci wspolczuje,,,,,taki milusinski i napewno w niebie bedzie mu najlepiej.Glowa do gory 2008/08/28 18:51:58
Smutne.
Przypomina mi to historię z bałwankami. Był sobie wredny facet, który rozjeżdżał dzieciom samochodem bałwanki. Co dzieci ulepiły to on rozjeżdżał. Pewnego razu dzieci ulepiły ślicznego bałwanka na hydrancie. Duży im wyszedł ten bałwanek. I Pan Wredotek z impetem spróbował go rozjechać. Ja nie jestem tak subtelny, jak te dzieci. Ja nakarmiłbym człowieka tym, czym on nakarmił psa. I na pewno nie skracałbym mu cierpienia. 2009/01/14 13:29:16
|
Wyobraź sobie, że też śpi teraz pod krzakiem jaśminu. Nie wiem, dlaczego - może przez zapach - bardzo lubił się pod nim wylegiwać.